Siedzę na imprezie rodzinnej.
Fajna knajpa,dobre jedzenie,zimna wódka, mężczyźni w garniturach, kobiety odpicowane, wyglądają jakby wyszły dopiero od kosmetyczki. Dzieci jak to dzieci, nie potrafią usiedzieć w miejscu i ganiają po dworze, a że pogoda dopisuje nikt nie robi z tego wielkiej afery.
Jak to na imprezie, znalazło się dwóch panów, którzy prowadzili inteligentne dysputy, na wszystkich zerkali z góry i ciągle upominali swoje dzieci. Oczywiście dyskusja była tylko z pozoru inteligenta, ponieważ panowie rozmawiali o pracy a, że byli handlowcami gadali o produktach, którymi handlowali. Z góry patrzyli na wszystkich tylko dlatego, że na imprezę przyjechali firmowymi samochodami, które miały udowadniać ich wyższy status w społeczeństwie. 

Dzieci upominali permanentnie dlatego, że łamały ustalone przez nich zasady dobrego wychowania.
W tym upominaniu tak się zatracili, że zaczęło to wyglądać jak zawody. Oberwało się również żoną owych panów, gdyż nie potrafiły poradzić sobie z szalejącymi dziećmi.

Cała sytuacja nie była nawet śmieszna. Była po prostu żałosna. 

Widać na pierwszy rzut oka, że panowie nie mieli żadnego autorytety u dzieci. 

Gdy trzeba było pomóc dzieciom w ubikacji lub przy stole oczywiście robiły to matki. Panowie mieli całe towarzystwo w dupie. Wymagali od swoich dzieci zachowania, które według nich było właściwe a sami zachowywali się jak buce. Typowi nieobecni ojcowie, którzy wymagają a nie dają nic od siebie. 

Impreza trwała. Dzieciom jak to na imprezach rodzinnych coraz mocniej się nudziło więc coraz mocniej dokazywały. Oczywiście upomnień nie było końca. Raz po raz synowie inteligentnych panów odchodzili od zabaw ze spuszczonymi głowami bo tatusiowie nie byli zadowoleni z zachowania. 

U nas jak to na takich imprezach bywa, synem zajmowaliśmy się na zmianę z żoną.

Ja oczywiście jak to ja, ganiałem z dzieciakami narażając się na spojrzenia obu panów, które wyrażały politowanie. Szczerze to nie przepadam za takimi sztywnymi imprezami rodzinnymi, na których każdy stara się wypaść jak najlepiej. 

Wszyscy siedzą jakby połknęli kij i zerkają jeden na drugiego. Wszyscy w rozmowie chwalą się jakie to ich dzieci najmądrzejsze, jaka to ich praca najlepsza, wypłata najwyższa a życie najwspanialsze. Festiwal obłudy.  

No ale siedzę. Siedzę i czuje jak zaczyna gotować się we mnie krew.

  • Synu nie rób tego, synu nie rób tamtego. 
  • Synu to nie wolno, tamto nie wolno
  • Synu zostaw to, zobacz jak Ty wyglądasz

Musztra jak w wojsku i to na imprezie.

Siedzę i patrzę a w głowie mam tylko jedną myśl: „Boże, nigdy w życiu być takim ojcem.

Domowe centrum rozrywki

Tata według mnie powinien być domowym centrum rozrywki.

Nie po to natura wyposażyła nas w niekończącą się fantazję i fakt, że dojrzewanie przychodzi dość późno żeby z tego nie korzystać. W dojrzewaniu u mężczyzny, najgorsze jest pierwszych 40 lat, później  jakoś leci. 

Oczywiście nie zawsze musisz być wulkanem energii, tryskającym pomysłami.

Są momenty gdy się nie chce. Są sytuacje, że nie ma siły, wtedy prosisz dzieci o dzień wolnego, ładujesz akumulatory a następnego dnia wstajesz jak feniks z popiołów. 

My z żoną, gdy czujemy, że życie robi się nieznośne a zmęczenie narasta, robimy sobie “Dzień trolla “

Staramy się wtedy sprzedać dziecko dziadkom a jak się nie da, młody nadrabia zaległości w bajkach a my po prostu wegetujemy. 

Zamawiamy jedzenie, oglądamy seriale lub czytamy książki i po prostu nic nie robimy. Od jednego dnia lenistwa nikomu zwoje w mózgu się nie wyprostowały.

Relację z synem staram się budować poprzez wspólna zabawę, czytanie książek, oglądanie bajek. A nie codzienną musztrę.

Lubię bajki. Lubię fantasy. Lubię Sci – Fi i nie wstydzę się o tym mówić. W dupie mam czy ktoś pomyśli, że jestem dziecinny. Może jestem, ale dzięki temu buduje mosty z moim synem. 

Mój syn przychodzi do mnie wtula się i mówi, że mnie kocha. Pyta się co u mnie słychać, co działo się w pracy. Pyta sam z siebie a ja się cholernie z tego faktu cieszę. Cieszę się, bo wiem, że pyta bo jest zainteresowany moim losem. Bo chce być częścią mojego świata na równych zasadach.

Pyta…i zawsze otrzymuję odpowiedź. Nie zbywam go. Nie pierdole głupot. 
Staram się odpowiadać rzeczowo. Traktować go jak równego sobie.

Dokładnie tak samo mam zamiar postępować z córką.
Jeśli będzie trzeba malować lalki, to będę. Jeśli będzie trzeba pleść warkoczę, to będę. Jeśli będzie trzeba się od czasu do czasu pomalować szminką to, to zrobię. Pomimo tego na każde pytanie odpowiem jak równemu sobie. W każdej rozmowie postaram się odpowiadać rzeczowo i zrozumiale. Stawiam dzieci na równi z sobą. Tak buduję relację. Tak buduję mosty. Tak chcę wychowywać swoje dzieci. 

W dzieciach widzę przyjaciół nie podwładnych.

Z dziećmi chcę rozmawiać a nie wydawać rozkazy.

Dzieci mają być dziećmi a nie robotami zaprogramowanymi na spełnianie ambicji swoich starych…

Niestety żeby dojść do takich relacji pierw trzeba samemu wyciągnąć sobie kij z dupy i popatrzeć na świat oczami dziecka.

Przypomnij sobie jak czułeś się, gdy opierdalał Cię szef za pracę, w którą włożyłeś mnóstwo wysiłku i chęci a i tak nie przypadła mu do gustu. 

Przypomnij sobie jak się poczułaś, gdy próbowałaś ładnie się wystroić i wymalować dla swojego starego a on nawet tego nie zauważył.

Przypomnij sobie jak Ty czułeś się, gdy zbierałeś opieprz od starych.

Tak właśnie dzisiaj czuje się Twoje dziecko.

Nie będę cię krytykował ani oceniał Twojego wychowania. 

Nie jestem od tego. 

Staram się tylko żyć tak, by na starość miał kto podać mi szklankę wody.

Tego samego życzę Tobie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *