Jest lutowy wieczór. Siadam do pisania grubo po 21 i wiem, że szybko nie skończę. Pomimo tego, że wisi nade mną widmo pobudki przed 5 a ja lubię być wyspany. Piszę, ponieważ chcę uchwycić moment. Mówi się, że trzeba się cieszyć z małych rzeczy. Jednak czasami bywa tak, że te małe rzeczy przewracają nasz świat do góry nogami. Jakiś czas temu postanowiłem założyć bloga. Przygotowuję się do tego intensywnie od kilku dni. Jednym z moich dylematów jest nazwa  i jego tematyka. Pomimo tego, że jestem ojcem i mężem nie chcę się szufladkować tylko w tych tematach. Chciałbym pisać o wielu rzeczach , które mnie pociągają i inspirują. Jednak nie spodziewałem się, że los ma dla mnie w zanadrzu takie niespodzianki. Dziś wiem, że będę pisał o wielu rzeczach, ponieważ mam szeroki wachlarz zainteresowań, jednak najlepiej jest być ojcem.

 Niesamowity zwykły dzień

Od poniedziałku nie chodzę na siłownię. Pomimo tego, że obiecałem sobie,
iż wykorzystam całą wiedzę jaką posiadam  i osiągnę w końcu wymarzoną sylwetkę. Od poniedziałki nie zrobiłem nic w tym kierunku. Pomimo wielu tygodniu pod reżimem diety i ćwiczeń w tym tygodniu nie udało się nic. Jest czwartek. Od dziś wracam do treningów. A przynajmniej taki był plan. Przychodzę z pracy i jak od początku tygodnia, czeka mnie stały rytuał.
Witam się z synem i żoną. Siadam przy stole i jem obiad, potem kawa i chwila odpoczynku.
Dzisiaj byłem tak zaorany, że uciąłem sobie 30 minutową drzemkę.
Wstaję. Miałem już spakowaną torbę na trening, jednak po drzemce czuję się jeszcze gorzej. Żona jest  w ciąży i też nie czuje się najlepiej. Postanawiamy iść 
na spacer. Może lutowe mroźne  powietrze nas orzeźwi. Wracamy do domu. Faktycznie po spacerze nabieram sił i wigoru, co postanawia natychmiast wykorzystać syn i ciągnie mnie do zabawy. Bawimy się, potem przygotowuję kąpiel. Oczywiście jest już za późno na siłownię więc jeszcze chwile szalejemy z synem. Następnie kolejny rytuał. Idziemy do sypialni czytać książkę. Proszę mojego syna, żeby wybrał sobie coś innego niż ” Klub przyjaciół Myszki Miki” Jednak mój syn po raz setny chce czytać to samo. Mam już dość tej bajki więc staram się jakoś inaczej zakończyć ten wieczór i proponuję, żeby dla odmiany pośpiewać na dobranoc. Śpiewamy jakieś kompletnie zmyślone piosenki ale i tak  syn nalega żeby czytać. Już nie walczę. 
Pomimo tego, że jego półka ugina się od różnych tytułów po raz enty czytamy Myszkę Miki.
W końcu jak to po bajce, Maks zaczyna być senny.

+ wies tata jutro dostaniess nagrodę 
-A jaka to będzie nagroda Maksiu.
+Zobacys jak wróciss z pracy tata
-Nie mogę się już doczekać synu, a powiedz mi za co ta nagroda ?
+Za to ze Ci sie nalezy i ze na mnie nie ksycałeś…        

Pomimo tego, że staram się nie unosić przy synu i staram się nie używać krzyku w naszych relacjach jego wyznanie zwaliło mnie z nóg. Jakie emocje nim targają ?!?!? Co tam się musi dziać w tej małej główce. On przecież jeszcze nic nie wie
o relacjach, o życiu, o świecie. Ma niecałe cztery lata a takie niesamowite pokłady uczuć. Taka nie skalana wdzięczność. Syn leżał dalej ja milczałem bo nie wiedziałem co powiedzieć.

+Tata, śpiss ???
-Nie synu jeszcze nie.
+A porozmawiamy ?
-O czym chciałbyś porozmawiać Maksiu ?
+jak tam dziś było w pracy ???
-A wiesz napracowałem się dziś.
+Ja tez się dziś napracowałem.
– To śpij juz tata, bo jutro tez się napracujess 

 No i kolejny raz ten czteroletni łobuz przewrócił mój świat do góry nogami.
W takich chwilach czuję, że żyję. Czuję, że to co robię i jakim staram się być ojcem ma sens. To tylko kilka słów, jednak te kilka słów dało mi nieźle do myślenia a przede wszystkim ugruntowało mnie w przekonaniu, że najlepsza rola jaka mnie w życiu spotkała to bycie tatą. To niesamowity kop do działania. Dziś już nie mam wątpliwości co chcę w życiu osiągnąć. Pomimo tego, że ten cel mija się z marzeniami o idealnej sylwetce, dziś wiem, że kaloryfer na brzuchu nie zastąpi mi chwil z najbliższymi. Nie potrafię pojąć dlaczego tyle czasu spędzałem na ćwiczeniach. Nie jestem kulturystą ani nim nie będę. Nie wiem co sobie myślałem spędzając długie godziny na siłowni. Nie rozumiem też ludzi, którzy karierę stawiają ponad rodzinę. Jeśli jesteś sam i nie masz żadnych zobowiązań to okej. Wybierasz  drogę kariery na niej się skupiasz. Ale gdy decydujesz się na założenie rodziny według mnie Twoje życie powinno ulec przewartościowaniu. Ja takiego przewartościowania dokonałem już dawno. Tak ułożyłem swoje życie, by jak najwięcej czasu spędzać z rodziną. I jak to w życiu często bywa otworzyły się przede mną możliwości o których nigdy wcześniej nie myślałem. Kiedy kończę ten wpis jest już po 22. Czeka mnie jeszcze kilka obowiązków więc sen będzie krótki. Możliwe , że dziś wcale nie zasnę. Mam wiele marzeń i celów. Dużo z nich pewnie nie uda się zrealizować ale jeden cel od dziś będzie priorytetowy. Ten cel to szczęśliwa rodzina. Życie zaskoczy jeszcze nie raz. Za niedługo do Maksa dołączy jego siostra. Czeka mnie jeszcze więcej emocji i jeszcze więcej obowiązków. Na to wszystko już nie mogę się doczekać. Dawno temu wyruszyłem w drogę zwaną życiem. Dziś już wiem, w którą stronę mam podążać i kogo mieć przy sobie.
A kaloryfer na brzuchu ? No cóż…Jeszcze do tego wrócimy 😀

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *