Jest już poranek.
Promienie słoneczne zaczynają leniwie przenikać przez brudne szyby mojego mieszkania. Powoli przekręcam głowę w stronę okna. Otwieram jedno oko i łapię świadomość. Głowę rozrywa mi tępy, pulsujący ból. Siadam na brzegu łóżka. Dalej nie otwieram drugiego oka. Wiem, że jeszcze za wcześnie na to. 

Powoli staram się wstać. Chodzenie wciąż sprawia mi spory problem. Odbijam się od ścian. Wychodzę ze swojej sypialni i idę przez przedpokój aż do kuchni. Na blacie kuchennego stołu czeka na mnie niedzielne „śniadanie mistrzów”. Siadam przy stole i wkładam sobie do ust dwie tabletki przeciwbólowe i popijam je małymi łyczkami wodą niegazowaną.
Większy łyk mógłby spowodować odruch wymiotny.Czuję jak zimna woda rozpływa się po moim rozpalonym gardle. Czuję ulgę.
Po kilku chwilach, tabletki zaczynają działać i otwieram drugie oko.
Ból choć dalej nieznośny daje się w końcu wytrzymać. To co mnie trapi dzisiejszego poranka to potworny kac !!!

Nie pierwszy i nie ostatni. Jestem już zaprawiony w boju i wiem na co mogę sobie pozwolić tego poranka. Ból głowy zaczyna zanikać więc postanowiłem zapalić papierosa…

Niestety, popełniłem poważny błąd. Źle oceniłem możliwości swojego organizmu i pierwszy nikotynowy klin doprowadza do zawrotów głowy. Czuje jak twarz mi drętwieje. Wiem, że robię się blady choć nie widzę się w lustrze. Ślinianki zaczynają pracować jak szalone. Podchodzę do zlewu i zaczynam pluć, by uniknąć nieprzyjemnych konsekwencji połykania takiej ilości śliny. Naglę czuję jak zawartość zołądka ekspresem zmierza do gardła. Niestety moje zabiegi na nic się zdały.

Nie czekam już ani chwili dłużej. Biegnę do łazienki po drodze przewracając krzesła i szafkę w przedpokoju. Na całe szczęście tym razem zdążyłem i zawartość mojego żołądka wylądowała w kiblu a nie na podłodze lub ścianie jak bywało to nie raz. 

Trzy potężne spazmatyczne szarpnięcia nadwyrężają ciało zawieszone nad kiblem. Tak kończą denaci. 

Niestety, tak wyglądało większość moich niedzielnych poranków.
Życie upływało od weekendu, do weekendu. A weekend od zgonu, do zgonu. Kilka lat później los postawił na mojej drodze, moją obecną żonę. To przy niej pierwszy raz naszła mnie myśl, by rzucić taki styl życia. Pierwszy raz pomyślałem, że może czas się ustatkować. Oczywiście początki nie były łatwe.

Nasz związek nigdy nie był usłany różami. Nawet jak już się nie szlajałem, to były jeszcze imprezy zakładowe i odwiedziny długo nie widzianych przyjaciół z zagranicy. Co jakiś czas, choć już nie tak często jak dawniej, zaliczałem zgon na mieście. Weekendowy rajd po klubach zastąpiłem flaszką i serialami w domowym zaciszu. Czasami, jak to z serialami bywa, oglądałem pół sezonu w jedną noc a później z ledwością trafiałem do sypialni a nawet zdarzało się, że zasypiałem na kanapie. Nawet narodziny mojego syna początkowo nie były przełomem. 

Nie piłem już tyle co za kawalera ale ciągle piłem. Nie potrafię powiedzieć kiedy dokładnie nastąpiło przebudzenie. Wiem jednak, że pewnego dnia dotarło do mnie, iż wkręciłem się w sztafetę pokoleń i powielam błędy mojego ojca.

Wtedy zrozumiałem, że mój syn zupełnie jak ja kiedyś, ma tatę pijaka. 

Kiedy to do mnie dotarło postanowiłem coś zmienić. I chociaż dalej nie można o mnie powiedzieć jak o abstynencie, to nie tracę już kontroli.
Nie odmawiam żonie wieczornej lampki wina lub szklaneczki whisky, natomiast nie upijam się już. Wiem, że za ścianą jest człowiek dla którego jestem wzorem do naśladowania i dlatego nie mogę pozwolić by kontynuował sztafetę.

Myślę, iż fakt zostania ojcem uratował mnie od katastrofy. 

Jest wielce prawdopodobne, że gdyby nie narodziny Maksa skończyłbym na dnie jako wrak człowieka. Dziękuję losowi za daną mi szansę. Wiem, że życie obdarowało mnie misją. Ten mały człowiek jak nikt inny na świecie daje mi powód, by być lepszym człowiekiem.
Dziękuję Ci synu, że jesteś.
Dziękuje, że obdarzasz mnie zaufaniem, którego postaram się nie zawieść.

Dziękuję Ci za to, że pozwoliłeś mi być ojcem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *